"Theodore Finch codziennie rozmyśla nad sposobami pozbawienia się życia, a jednocześnie szuka czegoś, co sprawiłoby, że chciałby pozostać na tym świecie. Violet Markey silnie przeżywa śmierć siostry, żyje przyszłością i odlicza dni do ukończenia szkoły. Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży, sześć pięter nad ziemią, nie do końca wiadomo kto kogo ratuje przed samobójstwem. Wkrótce, na lekcji geografii Stanów Zjednoczonych, ta zaskakująca para zaczyna pracować nad projektem, by odkryć "cuda" Indiany, ruszają tam gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące - takie jak życie."
Na tę pozycję trafiłam oglądając angielskiego BookTube'a, przeglądając posty na tumblr i na blogach, kiedy dopiero zaczęła zyskiwać rozgłos - za granicą, rzecz jasna. Zanim ją przeczytałam, długo się nad nią zastanawiałam. Te wszystkie zdjęcia i pochlebne recenzje tylko potwierdzały mnie w przekonaniu, że pokocham tę książkę. I tak, pod koniec lipca trafiła w moje rączki jej angielska wersja.

