niedziela, 24 kwietnia 2016

BAD-ASS W SUKIENCE? | KOBIECOŚĆ W KSIĄŻKACH YOUNG ADULT



Na początku pragnę zaznaczyć, że post zawiera moje opinie i przemyślenia na dany temat. Nie mam na celu nikogo urazić. Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Chciałam dzisiaj poruszyć temat kobiecości w książkach Young Adult. 
Po nieśmiałej i słabej Belli Swan nastała era Katnisów, Trisów i innych silnych młodych kobietów. 
Czym właściwie jest kobiecość? Czy ogranicza się do dbania o wygląd i noszenia wymyślnych sukienek, czy może jest to coś więcej? Czy to źle kiedy dziewczyna w sukni księżniczki skopie ci tyłek tak mocno, że cały kolejny tydzień śpiewasz sopranem? Czy to, że nosisz piękne ubrania i jesteś kobieca, czyni cię słabą albo głupią?
Katniss była ważna, naprawdę. Udowodniła, jako młoda kobieta, która nie potrzebuje ochrony, że może być kim chce i może zrobić to czego pragnie. Pokazała, że nie wszystkie kobiety są stereotypowo nieśmiałe i fizycznie nieudolne. Była ważna i nadal jest, ale świat nie potrzebuje kolejnych Katniss. Mamy jedną i ona w zupełności nam wystarczy. Autorka napisała genialną trylogię - dobrze, super, świetnie. Ale trzeba iść dalej.




Dążę do tego, że ostatnimi czasy, w książkach Young Adult popularne są bohaterki, które nie dbają o swój wizerunek, natomiast te "kobiece" postaci są tworzone na schematyczne dziewuszki, które nie widzą niczego poza własnym odbiciem w lustrze, a najważniejsze jest dla nich dobre zamążpójście bądź najnowsza designerska torebka. Fakt, istnieją takie kobiety, też prawda. Ale dlaczego autorom nie chce się stworzyć silnej kobiecej bohaterki, która tak samo skopie tyłek złemu charakterowi? Z tego rodzą się stereotypy, że ktoś kto dba o swój wizerunek raczej nie grzeszy intelektem i jest fizyczne nieudolny. To jest śmieszne, że wystarczą spodnie, aby dziewczyna stała się w naszych oczach na tyle silna, aby wzniecić bunt/rebelię. Jakby to, że nosi bufiastą sukienkę diametralnie zmieniało jej charakter i pozbawiało ją siły.


Kobieta nie może skopać komuś tyłka, chyba, że nosi męską odzież i dzierży miecz? Kobieta nie może być silna, nie może być wojowniczką, jeśli nosi sukienkę i wygląda kobieco? To gówno prawda, za przeproszeniem.





Przechodząc do bardziej konkretnych rzeczy opowiem wam o prawdziwej dramie, która miała miejsce za granicą, kiedy wydawnictwo Fierce Reads zmieniło okładki jednej z moich ulubionych trylogii - Niezwyciężonej Marie Rutkoski.


Tak wyglądają piękności przed zmianą okładek.


Trylogia "Niezwyciężona" opowiada o córce generała imieniem Kestrel Trajan, która odmawia przyłączenia się do wojska, mimo że tego właśnie się od niej oczekuje. Nie dlatego, że jest zbuntowana, nie. Ale dlatego, że ona naprawdę myśli, że w żaden sposób nie przydałaby się w wojsku. Jednak Kestrel jest użyteczna w wielu innych rzeczach; zna się na polityce i strategii. Jest niesamowicie inteligentna. Jest bystra. Jest przebiegła. 

Brzmi super, prawda? Taka właśnie jest. Nosi piękne suknie, jej włosy są układane w wymyślne fryzury. Nie jest najlepsza w walce fizycznej, ale jest w stanie przechytrzyć swojego przeciwnika podczas noszenia sukni couture. To właśnie lubię w niej najbardziej. Jest sobą, jest wyjątkowa, jest silna. Psychicznie, nie fizycznie. Takich bohaterek powinno być więcej w książkach Young Adult.

I wracając do tematu... Tuż przed premierą trzeciego tomu "Niezwyciężonej" wydawnictwo zmieniło okładki i zamieściło o tym post na twitterze. 
"O co ten ból? To tylko okładki!" - moglibyście stwierdzić. Fakt zmiana okładek na te okropności - dramat, ale mi chodzi o coś co wydawnictwo Fierce Reads napisało na ten temat. 







“The red dress is not happening, we wanted Kestrel to look as bad*** as she is so we thought a redesign was in order!” ("Czerwona sukienka się nie dzieje/to już przeszłość (???), chcieliśmy żeby Kestrel wyglądała tak bad-ass jak jest, więc pomyśleliśmy, że redesign był w porządku!") Oczywiście pomiędzy czytelnikami zawrzało. Przytoczę wam to co napisałam już wcześniej jako mój komentarz do tego: Kobieta nie może skopać komuś tyłka, chyba, że nosi męską odzież i dzierży miecz? Kobieta nie może być silna, nie może być wojowniczką, jeśli nosi sukienkę i wygląda kobieco? To jest jakiś nonsens.

Zauważcie, że dziewczyny czytając takie książki, mogą uważać, że jeśli lubią lakier do paznokci to są głupie, słabe i w ogóle najgorsze (dobra, może przesadziłam, ale przypuszczam, że coś takiego jest możliwe). Dlaczego tak jest? Przecież kobiety będąc wrażliwe i troskliwe, mogą być silne. Psychicznie jak i fizycznie. Czy kobiecość to coś złego? Przecież to jest jakiś sposób na wyrażanie siebie. Do cholery, jesteśmy dziewczynami/kobietami, jeśli lubimy strojne sukienki to je ubierajmy - przecież siła kryje się w charakterze - a ubiór z pewnością nie powinien skreślać naszych cech charakteru i ograniczać naszych możliwości. 


Mam nadzieję, że zrozumieliście co miałam na myśli i przepraszam za lekką chaotyczność tego posta. Co o sądzicie o tym co napisałam? Zapraszam do dyskusji w komentarzach!