piątek, 19 sierpnia 2016

KRÓLOWA CIENI | QUEEN OF SHADOWS - SARAH J. MAAS



Celaena Sardothien przeżyła już bardzo wiele. Na jej oczach ginęli jej najbliżsi, harowała w męczarniach w Kopalni w Endovier. Ale nastał tego kres. Po powrocie z Wendlyn odkrywa, że Adarlan zmienił się nie do poznania. Chaol staje na czele ruchu Buntowników, a Dorian nie jest już tym kim myślała, że jest. Celaena wraca, by zemścić się na tych, którzy skrzywdzili jej bliskich, odzyskać tron i stanąć twarzą w twarz z cieniami przeszłości. A przede wszystkim po to, by chronić tych, którzy jej pozostali.



Nawet nie wiecie jak cudownie jest wrócić do tego świata. Do Erilei, do Rifthold, do przygód Celaeny... To jest po prostu coś niesamowitego. 
Mam w zwyczaju porównywać dobre książki do przejażdżki kolejką górską, i jeśli dobrze pamiętam tak właśnie określiłam Dziedzictwo Ognia - jako niesamowity rollecoaster emocji i powtórzę się również w przypadku Królowej Cieni, bo ta książka w y m i a t a. Od dosłownie pierwszej strony czułam tak silną ekscytację i stres jednocześnie, że po lekturze nie wierzę w to, że czytanie jest relaksujące. Tutaj akcja zaczyna się od pierwszego zdania, od pierwszej strony. Przy tym tomie nie sposób się było nudzić, chociaż nie mogłam się pozbyć wrażenia, że niektóre momenty były mocno infantylne sceny dotyczące wątków romantycznych.


Minęło dziesięć lat, a oni znów usiedli przy jednym stole, już nie jako dzieci, ale władcy udzielnych państw. Minęło dziesięć lat, a oni byli przyjaciółmi, choć wrogie siły o mało ich nie zniszczyły.

Pojawiają się nowe i stare postacie, czyli kolejne rozdziały z ich punktu widzenia. A poza tym stało się coś niewiarygodnego (przynajmniej dla mnie) polubiłam postać, która w poprzednich tomach nie zdobyła mojej sympatii. Nie ukrywam, że był taki jeden osobnik płci męskiej, który przez pierwsze trzy książki jakoś nie podbił mojego serca, ale w tym tomie totalnie zmieniłam o nim zdanie i zrozumiałam jego charakter oraz doceniłam jak świetnie został wykreowany przez Sarah J. Maas - zwracam mu honor i oficjalnie oświadczam, że dołączył do grona moich ulubionych postaci z całej serii co tam, że dużo osób znielubiło go w tym tomie, jeśli chodzi o Szklany Tron to ja wszystko robię na odwrót i ostatnio robi się to bardzo problematyczne. 

Jednak zmieniłam zdanie również o innej postaci, niestety przyznaję, że na gorsze, ponieważ w poprzednim tomie zaczął zdobywać moją sympatię i jest mi trochę smutno, że teraz nie potrafię patrzeć na niego w ten sam sposób co kiedyś błagam Sarah napraw to w kolejnym tomie bo ja nie wyrobię nerwowo.

Po raz kolejny Sarah J. Maas odwaliła kawał dobrej roboty. I tym razem mamy szansę podziwiać nie tylko kunszt pisarski autorki, ale sam pomysł na fabułę. Talent autorki do splatania wątków nadal mnie zaskakuje, a moim ulubionym aspektem tej książki są liczne konfrontacje postaci, które do tej pory mieliśmy okazję zobaczyć tylko w pojedynkę. Sarah J. Mass po raz kolejny wbija czytelnika w fotel zaskakując nieoczekiwanymi zwrotami akcji, które sprawiają, że nie sposób jest oderwać się powieści. Chciałam podkreślić również, że jedną z wielkich atutów tej części to niesamowicie wykreowane postacie żeńskie - Celaena/Aelin, Lysandra, Evangeline, Nesryn Dzięki Bogu za tę kobietę, Kaltain, Elide, Asterin i rzecz jasna Manon. Silne kobiece postaci, które po prostu uwielbiam, każdą z osobna. Nie mogę przestać być pod wrażeniem Aelin, która jednocześnie tak się zmieniła i jednocześnie jest taka sama jak kiedyś. W Dziedzictwie Ognia brakowało mi tej pewnej siebie zabójczyni, ale w Królowej Cieni znowu miałam okazję ją zobaczyć.

- Przed nami koniec szlaku - powiedziała Aelin z lekkim uśmiechem.- Nie - sprzeciwił się Chaol, na którego ustach również pojawił się uśmiech, nieśmiały jakby na próbę - Przed nami początek kolejnego.

Moją ulubioną częścią książki jest jakieś ostatnie sto stron. Najbardziej zaskakujące, pełne skrajnych emocji przecudowne ostatnie sto stron. Moje serce krwawi. Pomocy. Płakałam dużo, naprawdę dużo, bo było wiele scen, które niszczyło mnie i kiedy myślę o nich teraz mam ochotę usiąść w kącie i sobie popłakać robiłam to w przerwach w czytaniu, polecam. Każda kolejna książka Sarah J. Maas jest lepsza od poprzedniej, widać jak styl autorki ewoluuje, czuć jak bardzo dopracowane i przemyślane są jej powieści. Wszystko stanowi spójną całość, każdy element układanki pasuje perfekcyjnie. 

Właściwie trudno jest mi napisać coś więcej o tej książce nie spojlerując niczego. Przy Królowej Cieni towarzyszyły mi chyba wszystkie możliwe emocje i jestem tak smutna, że skończyłam ją tak szybko i będę musiała czekać tak długo na Empire of Storms. Gorąco polecam Królową Cieni!


A wy? Jak podobała się Wam Królowa Cieni? Jaka jest wasza ulubiona scena?
Seria Szklany Tron
Szklany Tron // Korona w Mroku // Dziedzictwo Ognia // Królowa Cieni // Imperium Burz // Zabójczyni